Chciałabyś dodać komentarz ale z własnych przyczyn nie masz zamiaru. Od tego momentu możesz wybrać słowo, które według Ciebie najlepiej opisuje dany rozdział. Więc co mam innego powiedzieć ...
Zapraszam ;)
IV rozdział - Właśnie spada! Pomyśl życzenie ...
"Smutek jest jak morze - utoniesz w nim bezpowrotnie, upór jest jak łódka - wsiądziesz do niej i przepłyniesz." - Anonim
"Przy pokonywaniu dalekiej drogi potrzebny jest wierzchowiec, przy pokonywaniu trudności potrzebny jest upór." - Anonim
"Odważni są zawsze uparci." - Paulo Coelho
Trzy cytaty, które utwierdzają mnie w zdaniu, że kluczem do zwycięstwa jest upór.
* * *
Spacerowali tak między uliczkami i jedynym ich towarzyszem był księżyc. Pełny, rozpoczynał podniebną wędrówkę. Ani Tania, ani Tom nie mieli potrzeby zainicjowania rozmowy. Oboje z uśmiechem na twarzy, powoli przechadzali się wpatrując w światło luny. Czasem spoglądali na szyldy sklepów. Mugolka będąc w istnej euforia mruknęła:
- Tom, tak mi się w sklepie wydawało ... że bije od Ciebie taka mroczna aura. - po czym wbiła swój wzrok w kamienną ścieżkę. Chłopak nadal zadowolony przymknął oczy. Zastanawiał się. Tania ze skrytą niecierpliwością oczekiwała odzewu.
- Masz bystry wzrok. I umiejętności. Nigdy nie widziałem Cię w Hogwarcie. Jednak taka czarodziejka jak Ty w najbliższym czasie tam zawita! - roześmiał się sympatycznie. Tanię zaczęła trapić pewna myśl.
" Przecież ja jestem człowiekiem. Nie miałabym po kim odziedziczyć magicznych zdolności. Powinnam mu to ..." - moje przemyślenia urwały się. Tom po cichu wbił mi nóż w plecy.
- Jak ja nienawidzę tych szlam. Tacy beznadziejni, bez jakiejkolwiek szansy obrony. Hogwart powinien umożliwiać naukę tylko czystokrwistym. - wypowiedział to z ogromną pogardą. Zawahałam się.
"Czy to dobry pomysł brnąć w tym dalej ? A jak mnie rozpozna ?" - w sercu czułam ból... wylewał się i ogarniał całą moją duszę. Ten cały spacer nie ma sensu. Chciałabym ukryć się gdzieś, zwinąć w kłębek i zapomnieć o tym co się wydarzyło przed chwilą.
Był środek nocy. Gwiazdy lśniły na ciemnym niebie. Wysoki chłopak wskazał jedną z gwiazd i szepnął:
- Właśnie spada! Pomyśl życzenie ... - wodził za nią palcem aż zniknęła mu z pola widzenia. Wreszcie zerknął na mnie w niepewności.
- Tak, pomyślałam. - burknęłam rozbita. Moim marzeniem na chwilę teraźniejszą było zmyć się stąd.
- A wiesz co ? Ja nie. - zachichotał Riddle. - Wiem, że się spełni.
Kroczyliśmy tak w mroku. Przystanęliśmy przy jednej ze sklepowych wystaw. Obserwowałam go w szklanym odbiciu. Przestąpił z nogi na nogę aż wreszcie rzekł:
- To ... spotkajmy się jutro ... o tej samej porze. Nauczę Cię paru sztuczek. - widocznie zależało mu na tym. Ja wręcz wolałabym go unikać. Nie odpowiedziałam nic, tylko gapiłam się pustym wzrokiem. Wreszcie szepnęłam.
- Ja już muszę wracać ... - i pobiegłam w stronę powrotną. Wybuchnęłam płaczem. Byłam zdruzgotana.
* * *
P.S. Słuchaj ;)
piątek, 26 lipca 2013
Dodawanie komentarzy - Ja też mogę ?
Nie masz konta na google i z osobistych przyczyn nie chcesz pod żadnym pozorem zakładać. Jednak spodobał Ci się mój blog i chciałbyś go skomentować. Proszę bardzo ;) ! Poszperałam trochę w ustawieniach i umożliwiłam Wam - anonimom, ocenianie moich opowiadanek. Więc na co czekacie ? Zapraszam !
czwartek, 25 lipca 2013
III rozdział - zawsze możesz się wycofać. NIGDY !
Upór. Myślisz, że słowo to znasz a jednak nie masz o nim zielonego pojęcia. Czy kiedykolwiek pognałeś za pociągiem, który wyruszył już 10 minut temu ? Nie. A dogoniłbyś ! Upór to także idiotyzm. W pewnym sensie. Jednak nieważne jaki cel sobie postawisz i nieważne jak bezsensowny będzie. Najważniejsze jest to, że pokazałeś samemu sobie kim jesteś. A wiedz, choćby mówili o Tobie podle to najbardziej boli to, co sam o sobie rzeczesz. ~ Ja xD
* * *
- Ja byłam tam, BYŁAM TAM! - krzyczałam z bezsilności. Magiczny kominek-teleport nawalił. Tupałam nogami i wzburzałam chmurę popiołu. Ponoć do 3 razy sztuka. Phi! Nie jestem tego taka pewna! Byłam załamana. Wyszłam w środku nocy, co zakrawało na kompletą psychopatkę i usiłowałam dostać się na Pokątną. Czarodziejskiego proszku miałam od groma i mówiąc szczerze chciałabym cisnąć nim całą siłą gdzieś, byle skończyć z tym cyrkiem. Jednak coś nie pozwalało mi zakończyć tego w taki sposób.
- Wycofać się ? Cóż za męstwo ! Wiwaty dla panny Russell ! - przedrzeźniałam się z ironicznym uśmiechem. Nie zważając już na higienę i estetykę klapnęłam we wnętrzu szczelnego paleniska. Zakryłam twarz rękoma. Nawet nie wiem przed kim. Sama nie mogłam uwierzyć, że się poddałam. Istny szok!
Kiedy już przestałam się mazać powiedziałam z jękiem:
- Jak już mam roztrwonić ten pył to w pożyteczny sposób. - powoli wstałam chwiejąc się przy tym nieznacznie. Uniosłam garść i wypowiedziawszy słowa z wielkim zaangażowaniem cisnęłam na dół z impetem.
* * *
- Nie wiem czy mam się śmiać czy płakać. - powiedziałam z niedowierzaniem.
- To zależy od Ciebie, malutka. - zachichotał chłopak. Te jego oczy głębokiej czerni. Chętnie bym w nich utonęła. Wstałam z radości i mój pierwszy odruch, nad którym sama bym nie zapanowała to przytulenie kogoś. Pomógł mi w tym On.
- Nie tak ochoczo, malutka ! Zachowaj dystans ... - szepnął Tom z uśmieszkiem. Po czym przycisnął mnie do ceglanego muru. Przy mojej szyi kurczowo trzymał dębowy magiczny patyk. Byłam zaskoczona taką reakcją.
- Ale ... ?! - powiedziałam z oburzeniem w głosie. Zabrzmiało to jak pisk zirytowanego szczeniaczka. Nie zrobiłby na kimkolwiek większego wrażenia.
- Puszczę Cię tylko oddaj mi MOJĄ różdżkę.
- TWOJĄ powiadasz ! - nie dam sobie w kaszę dmuchać. Tego już było za wiele! Szarpałam się jednak Riddle ze stoickim spokojem rzekł:
- Mógłbym skończyć z Tobą tu i teraz jednak z mojej dobrej woli oszczędzę Cię. Oczekuję tego co trzymasz w kieszeni. - zerknął na przedmiot i uniósł brew, jakby mnie ponaglał.
- To ? - zapytałam z dezaprobatą. Skrycie chciałam przedłużyć wymianę zdań.
- Tak, malutka. - przytaknął czarnooki bez ani nutki irytacji. Muszę przyznać, że albo jest bardzo cierpliwy albo to ja jestem nad wyraz impulsywna.
- Przecież w sklepie ... - nie pozwolił mi dokończyć. Do grzecznych to nie należy.
- W sklepie to co innego. Nie wiedziałem, że ...
- Ja też nie wiedziałam, że okażesz się takim chamem ! - zripostowałam napastnika. Dalej to chyba nie pożyję. Wyciągnęłam różdżkę, wyrwałam się z uścisku Riddle'a i wyzwałam go na pojedynek. Wcale nie wiedziałam co robię. " Może przeżyję" - pomyślałam z optymizmem.
Riddle okazał mi wyraz szacunku i pochwalił :
- Nikt nie śmiał się ze mną pojedynkować. Brawo! Jesteś pierwsza. I wiedz, że ...
- zawsze możesz się wycofać. NIGDY ! - dokończyłam poważnie. Na bank nie będzie lekko.
Chłopak nie do końca dobrze oszacował moje umiejętności. Zrobił krok z tupnięciem, myśląc, że Tania się wystraszy. Otóż się mylił !
- Expelliarmus ! - wypowiedziałam zaklęcie odrzucające różdżkę przeciwnika. Wyszło mi to całkiem nieźle. Dębowy patyk szybko odskoczył od właściciela.
Powoli okrążaliśmy się. Tomuś był bez szans. Wreszcie przerwałam ciszę:
- Może już powiesz, że się poddajesz? - nakłaniałam go z drwiną. Był idealnym aktorem. Świetnie umiał zamaskować swoje zdziwienie. Uśmiechnął się. Ja nadal miałam grobową minę.
- Ok, ok. Ja Tom Marvolo Riddle poległem i poddaję się. - odrzekł oficjalnym tonem lecz nadal z rozbawieniem. Podobało mi się to. On wcale taki zły nie był. Wreszcie wycofał się.
- Nigdy już nie spróbujesz mnie zabić ? Nigdy nie będziesz grozić mi różdżką ? Nigdy ?! - dla pewności zapytałam go nie przestając śledzić go czarodziejskim patykiem.
- Przysięgam. Masz moje słowo. - po czym wyciągnął rękę w moją stronę. Zerknął na mnie przepraszającym spojrzeniem.
- Niech Ci będzie. - przyjęłam przeprosiny i obdarzyłam chłopaka uśmiechem. Chyba zadłużyłam się.
* * *
Jak podobał Wam się ten rozdział ? Komentujcie ;)
P.S. Słowo wstępu dzisiaj nie było zbytnio szałowe. Przymknijcie oko ^^
* * *
- Ja byłam tam, BYŁAM TAM! - krzyczałam z bezsilności. Magiczny kominek-teleport nawalił. Tupałam nogami i wzburzałam chmurę popiołu. Ponoć do 3 razy sztuka. Phi! Nie jestem tego taka pewna! Byłam załamana. Wyszłam w środku nocy, co zakrawało na kompletą psychopatkę i usiłowałam dostać się na Pokątną. Czarodziejskiego proszku miałam od groma i mówiąc szczerze chciałabym cisnąć nim całą siłą gdzieś, byle skończyć z tym cyrkiem. Jednak coś nie pozwalało mi zakończyć tego w taki sposób.
- Wycofać się ? Cóż za męstwo ! Wiwaty dla panny Russell ! - przedrzeźniałam się z ironicznym uśmiechem. Nie zważając już na higienę i estetykę klapnęłam we wnętrzu szczelnego paleniska. Zakryłam twarz rękoma. Nawet nie wiem przed kim. Sama nie mogłam uwierzyć, że się poddałam. Istny szok!
Kiedy już przestałam się mazać powiedziałam z jękiem:
- Jak już mam roztrwonić ten pył to w pożyteczny sposób. - powoli wstałam chwiejąc się przy tym nieznacznie. Uniosłam garść i wypowiedziawszy słowa z wielkim zaangażowaniem cisnęłam na dół z impetem.
* * *
- Nie wiem czy mam się śmiać czy płakać. - powiedziałam z niedowierzaniem.
- To zależy od Ciebie, malutka. - zachichotał chłopak. Te jego oczy głębokiej czerni. Chętnie bym w nich utonęła. Wstałam z radości i mój pierwszy odruch, nad którym sama bym nie zapanowała to przytulenie kogoś. Pomógł mi w tym On.
- Nie tak ochoczo, malutka ! Zachowaj dystans ... - szepnął Tom z uśmieszkiem. Po czym przycisnął mnie do ceglanego muru. Przy mojej szyi kurczowo trzymał dębowy magiczny patyk. Byłam zaskoczona taką reakcją.
- Ale ... ?! - powiedziałam z oburzeniem w głosie. Zabrzmiało to jak pisk zirytowanego szczeniaczka. Nie zrobiłby na kimkolwiek większego wrażenia.
- Puszczę Cię tylko oddaj mi MOJĄ różdżkę.
- TWOJĄ powiadasz ! - nie dam sobie w kaszę dmuchać. Tego już było za wiele! Szarpałam się jednak Riddle ze stoickim spokojem rzekł:
- Mógłbym skończyć z Tobą tu i teraz jednak z mojej dobrej woli oszczędzę Cię. Oczekuję tego co trzymasz w kieszeni. - zerknął na przedmiot i uniósł brew, jakby mnie ponaglał.
- To ? - zapytałam z dezaprobatą. Skrycie chciałam przedłużyć wymianę zdań.
- Tak, malutka. - przytaknął czarnooki bez ani nutki irytacji. Muszę przyznać, że albo jest bardzo cierpliwy albo to ja jestem nad wyraz impulsywna.
- Przecież w sklepie ... - nie pozwolił mi dokończyć. Do grzecznych to nie należy.
- W sklepie to co innego. Nie wiedziałem, że ...
- Ja też nie wiedziałam, że okażesz się takim chamem ! - zripostowałam napastnika. Dalej to chyba nie pożyję. Wyciągnęłam różdżkę, wyrwałam się z uścisku Riddle'a i wyzwałam go na pojedynek. Wcale nie wiedziałam co robię. " Może przeżyję" - pomyślałam z optymizmem.
Riddle okazał mi wyraz szacunku i pochwalił :
- Nikt nie śmiał się ze mną pojedynkować. Brawo! Jesteś pierwsza. I wiedz, że ...
- zawsze możesz się wycofać. NIGDY ! - dokończyłam poważnie. Na bank nie będzie lekko.
Chłopak nie do końca dobrze oszacował moje umiejętności. Zrobił krok z tupnięciem, myśląc, że Tania się wystraszy. Otóż się mylił !
- Expelliarmus ! - wypowiedziałam zaklęcie odrzucające różdżkę przeciwnika. Wyszło mi to całkiem nieźle. Dębowy patyk szybko odskoczył od właściciela.
Powoli okrążaliśmy się. Tomuś był bez szans. Wreszcie przerwałam ciszę:
- Może już powiesz, że się poddajesz? - nakłaniałam go z drwiną. Był idealnym aktorem. Świetnie umiał zamaskować swoje zdziwienie. Uśmiechnął się. Ja nadal miałam grobową minę.
- Ok, ok. Ja Tom Marvolo Riddle poległem i poddaję się. - odrzekł oficjalnym tonem lecz nadal z rozbawieniem. Podobało mi się to. On wcale taki zły nie był. Wreszcie wycofał się.
- Nigdy już nie spróbujesz mnie zabić ? Nigdy nie będziesz grozić mi różdżką ? Nigdy ?! - dla pewności zapytałam go nie przestając śledzić go czarodziejskim patykiem.
- Przysięgam. Masz moje słowo. - po czym wyciągnął rękę w moją stronę. Zerknął na mnie przepraszającym spojrzeniem.
- Niech Ci będzie. - przyjęłam przeprosiny i obdarzyłam chłopaka uśmiechem. Chyba zadłużyłam się.
* * *
Jak podobał Wam się ten rozdział ? Komentujcie ;)
P.S. Słowo wstępu dzisiaj nie było zbytnio szałowe. Przymknijcie oko ^^
środa, 24 lipca 2013
II rozdział Sama tam trafiłam. Nie mogę drugi raz?
Co można nazwać nałogiem? Nikotyna, alkohol? Tylko? A czy nikt się nie zastanowił co tak oczywistego może nim być? Zwycięstwo i odniesiony sukces. Kiedy go doświadczysz, chcesz więcej, coraz więcej. Tańczysz, śpiewasz i trenujesz po to, by zostać wyróżnionym z wielu. Uzależniasz się. Tak właśnie jest w przypadku Tatiany, która dość niedawno odniosła swój mały lecz na pozór błahy dla Mugola sukces - zrobiła krok w stronę magicznego a za razem fascynującego świata.
* * *
Szczegółowe oględziny "patyka wyposażonego w magię" dobiegły końca więc Mugolka Tatiana Russell wreszcie mogła walnąć w kimono i zapomnieć choć na chwilę o świecie czarodziejów i oczywiście o Tomie. Godzina późna, przynajmniej za późna da rodziców dziewczyny - 23.46.
- Jakże ten pokój się zmienił! Taki... Magiczny. - odrzekła Tania rzucając się na niezaścielone łóżko. Obserwowała sufit z rozmarzoną miną. Kosmyk jej naturalnie falistych włosów łaskotał ją w nos. Następnie pomieszczenie przepełniło się śmiechem a raczej świńskim rykiem. Nic! Z niej zwierza się nie wypędzi. Po kilku chwilach szamoczącą się na pościeli dziewczyna wróciła do normy. Prędzej można byłoby powiedzieć ogarnął ją żal. Taki nieuzasadniony.
-"A co będzie jak już nigdy więcej go nie zobaczę? Jak już nigdy nie uda mi się wrócić na Pokątną?"- zagryzła wargę. Gotowało się w niej ze wściekłości.
-Czemu ja zawsze jestem taka naiwna?!- wykrzywiła się ze wstrętu do samej siebie. Denerwowało ją to, że jest taka optymistyczna i ambitna. Dobre cechy obróciły się przeciwko niej. Tyle tygodni warowania jak pies na nic. Jednak w jej myślach utkwił Tom - chłopak napotkany w sklepie Ollivandera. Jego tajemniczy uśmiech, oczy i ta nijaka 'aura' jaką sobie Russell ubzdurała. Czyżby czuła miętę do tego kolesia?
-Kurczę, ja nie mogę tak tego zostawić! - warknęła i wstała na równe nogi. Z daleka spojrzała na różdżkę i szepnęła w uśmieszku:
- Sama tam trafiłam. Nie mogę drugi raz? - następnie zachichotała i w biegu zgarnęła ją i wybiegła z domu.
* * *
Gdzie uda się Tatiana? Co ona znowu knuje?! Piszcie ;3
Aha i CD jest już obmyślony ;)
Możliwe, że opublikuję jeszcze dziś.
Tylko błagam o jeden jedyny komek !
* * *
Szczegółowe oględziny "patyka wyposażonego w magię" dobiegły końca więc Mugolka Tatiana Russell wreszcie mogła walnąć w kimono i zapomnieć choć na chwilę o świecie czarodziejów i oczywiście o Tomie. Godzina późna, przynajmniej za późna da rodziców dziewczyny - 23.46.
- Jakże ten pokój się zmienił! Taki... Magiczny. - odrzekła Tania rzucając się na niezaścielone łóżko. Obserwowała sufit z rozmarzoną miną. Kosmyk jej naturalnie falistych włosów łaskotał ją w nos. Następnie pomieszczenie przepełniło się śmiechem a raczej świńskim rykiem. Nic! Z niej zwierza się nie wypędzi. Po kilku chwilach szamoczącą się na pościeli dziewczyna wróciła do normy. Prędzej można byłoby powiedzieć ogarnął ją żal. Taki nieuzasadniony.
-"A co będzie jak już nigdy więcej go nie zobaczę? Jak już nigdy nie uda mi się wrócić na Pokątną?"- zagryzła wargę. Gotowało się w niej ze wściekłości.
-Czemu ja zawsze jestem taka naiwna?!- wykrzywiła się ze wstrętu do samej siebie. Denerwowało ją to, że jest taka optymistyczna i ambitna. Dobre cechy obróciły się przeciwko niej. Tyle tygodni warowania jak pies na nic. Jednak w jej myślach utkwił Tom - chłopak napotkany w sklepie Ollivandera. Jego tajemniczy uśmiech, oczy i ta nijaka 'aura' jaką sobie Russell ubzdurała. Czyżby czuła miętę do tego kolesia?
-Kurczę, ja nie mogę tak tego zostawić! - warknęła i wstała na równe nogi. Z daleka spojrzała na różdżkę i szepnęła w uśmieszku:
- Sama tam trafiłam. Nie mogę drugi raz? - następnie zachichotała i w biegu zgarnęła ją i wybiegła z domu.
* * *
Gdzie uda się Tatiana? Co ona znowu knuje?! Piszcie ;3
Aha i CD jest już obmyślony ;)
Możliwe, że opublikuję jeszcze dziś.
Tylko błagam o jeden jedyny komek !
poniedziałek, 22 lipca 2013
I rozdział Kradziona różdżka
Mugole mają swoje sposoby. Jednak by zrozumieć świat czarodziejów potrzeba 3 rzeczy: chęci, cierpliwości oraz przede wszystkim zdolności. Inni omijają te warunki wykorzystując znajomości. Pozostali są pozostawieni sami sobie... Jak Tatiana.
* * *
-Wreszcie na Pokątnej!- szepnęłam cicho. Moja radość jest nie do pojęcia. Godziny spędzone na wyszukiwaniu PRAWDZIWYCH czarodziejów oraz gapienie się jak w obraz dało rezultaty. Jednak co dalej? Idealnie obmyślone plany rozpływa się po osiągnięciu sukcesu. Trzeba działać! Co zrobiłaby osoba upita magią ...
-Do sklepu Ollivandera!- chyba wszyscy usłyszeli moje wrzaski. No cóż... można mnie porównać do świni, która pierwszy raz jest w rezydencji. Czmychnęłam w stronę celu.
Uliczki były wyjątkowo tłoczne. Jednka to sprzyjało mi,o jak najbardziej! Tatiana jest zamaskowana. Nowy rok szkolny zbliżał się welkimi krokami. Ceny w górę, a ja mam ledwo 14 galeonów. Umknęło roztrzepanym czarodziejom.
-Sklep niebywale pusty. Czyżby wszyscy zdążyli zakupić różdżki? A może ceny za wysokie? - co krok nasuwały mi się nowe powody. Pora wejść. "A jak nie pasuje do mnie ani jedna różdżka? Wszystko na marne! Nie, nie STOP!"
-Witam panno...hmm...Jak Ciebie zwą?- rzekł z początku miłym lecz później dość niezdecydowanym głosem. Podszedł i zmierzył mnie wzrokiem. Pewnie nie doszedł do wniosku, że do jego sklepu wkroczył mugol we własnej osobie. Pewnie pomylił mnie z jakąś czarownicą.
-Witam. Ja. - odpowiedziałam pośpiesznie przestępując z nogi na nogę. Nie spodziewałam się tego pytania. Musiałam wybrnąć.
-Ależ proszę podać naz... - renomowany sprzedawca różdżek nie dokończył.
Wejścia ustąpiłam Albusowi Dumbledore'owi, który był przyczyną dziwnego zachowania mężczyzny. A może nie on? Może ten chłopak obok niego. Bije od niego jakaś mroczna aura. Nie żebym ja... a zresztą! Na moje oko jest kimś więcej.
-Witam, witam pana Albusa! Czyżby z różdżką Toma było coś... nie tak?- powiedział z przesłodzoną miną.
"Widać pan Albus jest kimś ważnym. Albo ważny jest młody."
-Dobry wieczór! Ale! Nasz zdolny uczeń potrzebuje nowej!
-O tak, tak! Taki uzdolniony...
-SUMy napisał wyśmienicie! Wie pan, że ... - "rozmowa będzie trwała wieczność! Nie mogę czekać. Hmm... Mogę zaoszczędzić galeony ale równocześnie narażę się na wielkie ryzyko."
Spojrzałam na ok. 15-latka. "Jakże on miał cudne oczy. Czarne błyszczące... HEJ! Czy mi się wydaję... Albo jego ślepia połyskują celowo albo ja zwariowałam! Dobrze. Muszę wracać. Cel: zwędzić jeden magiczny patyk i czmychnąć jak najszybciej. Zerknęłam na błyszczącookiego. Rzeczywiście! Czyżby on mnie podjudzał ?! Najpierw musiłby czytać w moich myślach. Mówiłam, że ma jakąś aurę."
Obdażyłam go lekkim uśmiechem. Ten na dał znak, że to dobry pomysł. Przynajmniej tak odczytałam skinienie głową.
* * *
-Ile tu regałów!- szepnęłam ze zniechęceniem. Właśnie przemierzałam kręte uliczny sklepu Ollivandera. Im dalej tym ciemniej. Powoli zaczęłam wątpić w powodzenie misji. Ale ten błysk w oczach! - to z pewnością dodało mi samozaparcia! Wreszcie przystanęłam obok podświetlonej różdżki. Była koloru aksamitnej czerni. Wyciągnęłam rękę... Zawahałam się. Po chwili usłyszałam nadchodzące kroki. Zgarnęłam magiczny patyczek i rozpoczęłam paniczną ucieczkę.
* * *
"Jeszcze tylko kawałek!" Zorientowałam się, że poprawiła się widoczność. Zatrzymałam się za rogiem ostatniej półki. Wbiłam swój błagalny wzrok w chłopaka. Ten uśmiechnął się wyrażając swój podziw. To naprawdę poprawiło mi samopoczucie. Po czym (widocznie) sprawił, że nijaki Dumbledore zwijał się z bólu. Czarodziej padł na posadzkę i nieustannie próbował powstać. Na marne jednak! Czarnooki spojrzał na niego z drwiną.
Tak! To ten moment! Wykorzystałam sytuację i wybiegłam ze sklepu. Zatrzymałam się na progu.
-Dzięki! - powiedziałam z najlepszym tonem na jakiego tylko umiałam się zebrać. Następnie biegiem udałam się w drogę powrotną.
P.S. Dumbledore jeszcze nie był na stanowisku dyrektora. Był nim Armando Dippet.
Jak Wam się podoba pierwszy rozdział? Podzielcie się opiniami w komentarzach!
* * *
-Wreszcie na Pokątnej!- szepnęłam cicho. Moja radość jest nie do pojęcia. Godziny spędzone na wyszukiwaniu PRAWDZIWYCH czarodziejów oraz gapienie się jak w obraz dało rezultaty. Jednak co dalej? Idealnie obmyślone plany rozpływa się po osiągnięciu sukcesu. Trzeba działać! Co zrobiłaby osoba upita magią ...
-Do sklepu Ollivandera!- chyba wszyscy usłyszeli moje wrzaski. No cóż... można mnie porównać do świni, która pierwszy raz jest w rezydencji. Czmychnęłam w stronę celu.
Uliczki były wyjątkowo tłoczne. Jednka to sprzyjało mi,o jak najbardziej! Tatiana jest zamaskowana. Nowy rok szkolny zbliżał się welkimi krokami. Ceny w górę, a ja mam ledwo 14 galeonów. Umknęło roztrzepanym czarodziejom.
-Sklep niebywale pusty. Czyżby wszyscy zdążyli zakupić różdżki? A może ceny za wysokie? - co krok nasuwały mi się nowe powody. Pora wejść. "A jak nie pasuje do mnie ani jedna różdżka? Wszystko na marne! Nie, nie STOP!"
-Witam panno...hmm...Jak Ciebie zwą?- rzekł z początku miłym lecz później dość niezdecydowanym głosem. Podszedł i zmierzył mnie wzrokiem. Pewnie nie doszedł do wniosku, że do jego sklepu wkroczył mugol we własnej osobie. Pewnie pomylił mnie z jakąś czarownicą.
-Witam. Ja. - odpowiedziałam pośpiesznie przestępując z nogi na nogę. Nie spodziewałam się tego pytania. Musiałam wybrnąć.
-Ależ proszę podać naz... - renomowany sprzedawca różdżek nie dokończył.
Wejścia ustąpiłam Albusowi Dumbledore'owi, który był przyczyną dziwnego zachowania mężczyzny. A może nie on? Może ten chłopak obok niego. Bije od niego jakaś mroczna aura. Nie żebym ja... a zresztą! Na moje oko jest kimś więcej.
-Witam, witam pana Albusa! Czyżby z różdżką Toma było coś... nie tak?- powiedział z przesłodzoną miną.
"Widać pan Albus jest kimś ważnym. Albo ważny jest młody."
-Dobry wieczór! Ale! Nasz zdolny uczeń potrzebuje nowej!
-O tak, tak! Taki uzdolniony...
-SUMy napisał wyśmienicie! Wie pan, że ... - "rozmowa będzie trwała wieczność! Nie mogę czekać. Hmm... Mogę zaoszczędzić galeony ale równocześnie narażę się na wielkie ryzyko."
Spojrzałam na ok. 15-latka. "Jakże on miał cudne oczy. Czarne błyszczące... HEJ! Czy mi się wydaję... Albo jego ślepia połyskują celowo albo ja zwariowałam! Dobrze. Muszę wracać. Cel: zwędzić jeden magiczny patyk i czmychnąć jak najszybciej. Zerknęłam na błyszczącookiego. Rzeczywiście! Czyżby on mnie podjudzał ?! Najpierw musiłby czytać w moich myślach. Mówiłam, że ma jakąś aurę."
Obdażyłam go lekkim uśmiechem. Ten na dał znak, że to dobry pomysł. Przynajmniej tak odczytałam skinienie głową.
* * *
-Ile tu regałów!- szepnęłam ze zniechęceniem. Właśnie przemierzałam kręte uliczny sklepu Ollivandera. Im dalej tym ciemniej. Powoli zaczęłam wątpić w powodzenie misji. Ale ten błysk w oczach! - to z pewnością dodało mi samozaparcia! Wreszcie przystanęłam obok podświetlonej różdżki. Była koloru aksamitnej czerni. Wyciągnęłam rękę... Zawahałam się. Po chwili usłyszałam nadchodzące kroki. Zgarnęłam magiczny patyczek i rozpoczęłam paniczną ucieczkę.
* * *
"Jeszcze tylko kawałek!" Zorientowałam się, że poprawiła się widoczność. Zatrzymałam się za rogiem ostatniej półki. Wbiłam swój błagalny wzrok w chłopaka. Ten uśmiechnął się wyrażając swój podziw. To naprawdę poprawiło mi samopoczucie. Po czym (widocznie) sprawił, że nijaki Dumbledore zwijał się z bólu. Czarodziej padł na posadzkę i nieustannie próbował powstać. Na marne jednak! Czarnooki spojrzał na niego z drwiną.
Tak! To ten moment! Wykorzystałam sytuację i wybiegłam ze sklepu. Zatrzymałam się na progu.
-Dzięki! - powiedziałam z najlepszym tonem na jakiego tylko umiałam się zebrać. Następnie biegiem udałam się w drogę powrotną.
P.S. Dumbledore jeszcze nie był na stanowisku dyrektora. Był nim Armando Dippet.
Jak Wam się podoba pierwszy rozdział? Podzielcie się opiniami w komentarzach!
O czym piszę? - czyli ogóły
Cześć, drodzy Czytelnicy!
Pewne czytaliście / oglądaliście Harrego Pottera. Ten właśnie blog będzie o najczarniejszym charakterze z całej powieści fantastycznej. Pewnie domyślacie się już o Kogo mi chodzi. Jednak tutaj poznacie Go z całkiem innej strony. Jakiej? Czy będzie romantyczny albo zabawy - tego dowiecie się czytając kolejne posty.
Aha! Nie znajdziecie tu nic o Lordzie Voldemorcie z tą zmutowaną twarzą XD
